Agnieszka Romaszewska-Guzy

Dyrektor telewizji Biełsat opowiada o pierwszej na świecie mobilnej telewizji partyzanckiej.

Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej (dalej RODM): W jakich okolicznościach powstawał Biełsat?

Agnieszka Romaszewska (dalej AR): Biełsat, podobnie jak wiele innych przedsięwzięć na świecie, które okazały się sukcesem - zaczynał się od przypadku...
W 2005 r. zostałam po kilkumiesięcznej pracy na Białorusi deportowana z tego kraju. Wiązało się to z moimi relacjami dla TVP opisującymi walkę miejscowych Polaków o zachowanie niezależnej polskiej organizacji i próby władz, by tę niezależność złamać. Wpadłam wtedy na pomysł by zacząć pracę nad telewizją dla Białorusi. Jeszcze będąc po drugiej stronie granicy zauważyłam jak bardzo ludzie (i Białorusini, i miejscowi Polacy) śledzili informacje, do których nie mieli dostępu w swojej telewizji. Byli gotowi oglądać polską telewizję, jeśli opowiadała o ich sprawach, nawet jeśli wielu nie bardzo znało język. Pomyślałam sobie, że tym bardziej oglądaliby telewizję przeznaczoną specjalnie dla nich. Gdy wydalono mnie z Białorusi nie pozostawało mi już nic innego niż zająć się realizacją tego mojego pomysłu. Czasem zdumienie mnie ogarnia, gdy pomyślę sobie, ze zaczynaliśmy to wszystko w 2006 r., dosłownie w kilka osób, kilkoro zaprzyjaźnionych dziennikarzy z TVP, z Warszawy i ośrodka białostockiego, dziennikarz białoruskiej rozgłośni Radia Svaboda, były dziennikarz państwowej telewizji białoruskiej... Mogę odpowiedzialnie powiedzieć: gdyby nie moja sieć kontaktów wywodzących się jeszcze z opozycji demokratycznej, po wszystkich stronach politycznego spectrum - pewnie projekt by nie powstał. Ale wsparli go wszyscy ci, którzy wciąż wierzyli w ideę solidarności. Umowę pomiędzy MSZ a TVP podpisano i ustalono schemat funkcjonowania i wspierania stacji, jeszcze za rządów PiS. Kanał wystartował już za koalicji PO – PSL

RODM: Jaka była / jest misja Biełsatu?

AR: Naszą misją i było i jest dostarczenie pełnej i niezafałszowanej informacji do Białorusinów, wszystkiego tego czego nie zapewnia im telewizja państwowa oraz powszechnie oglądana w tym kraju telewizja rosyjska, ale nie tylko tego. W równym stopniu chodzi nam o zapewnienie jakiejkolwiek poważnej płaszczyzny debaty publicznej w kraju. Płaszczyzny prezentowania kultury, kształtowania prodemokratyczych i patriotycznych postaw - zamiast postaw postsowieckich. Bardzo ważnym naszym zadaniem jest przywracanie Białorusinom świadomości własnego dziedzictwa i korzeni, które tkwią w Wielkim Księstwie Litewskim, a bynajmniej nie w ZSRR (jak przez wiele lat próbowała ludziom wmówić oficjalna białoruska propaganda rządowa). To dziedzictwo wiąże Białoruś z zachodnią Europą, a nie z "ruskim mirem", jak próbują przekonywać kremlowscy propagandyści. Myślę, że naszą misją jest też wspieranie i skupianie wokół Biełsatu tylu niezależnie myślących i wartościowych kręgów białoruskiej inteligencji wszelkich kierunków ideowych i politycznych - ile się da.

RODM: Na ile możliwe jest realizowanie tej misji w warunkach białoruskich (monopol tv państwowej, szykanowanie dziennikarzy itp.)?

AR: W tej kwestii losy Biełsatu układały się rożnie. Myślę, że z początku władze białoruskie nie wierzyły, że ta instytucja w ogóle powstanie, raczej sądziły że wszystko skończy się na planach i zapowiedziach, jak wiele razy wcześniej i dlatego niezbyt energicznie ją zwalczały. Potem przyszły pierwsze uderzenia w 2008 r. – rewizje, konfiskata sprzętu. Druga fala represji (zatrzymania, grzywny) to 2010-2011 r. (wtedy, gdy miały miejsce protesty po wyborach prezydenckich i gdy aresztowano kontrkandydatów prezydenta Łukszenki), trzecia trwała w 2015 i na początku 2016 r. i polegała na nakładaniu na współpracujących z nami dziennikarzy grzywien za pracę bez akredytacji. Jednocześnie akredytacji nam odmawiano. Jednak zdaję sobie sprawę, że autorytarna władza mogłaby uderzyć w nas silniejszymi represjami, czego z jakichś przyczyn nigdy nie zdecydowała się zrobić. W tym roku - po 9 latach - po raz pierwszy otrzymaliśmy 4 akredytacje dla dziennikarzy. To kropla w morzu potrzeb, ale to dobry prognostyk na przyszłość.
Przy okazji warto powiedzieć, że w związku z tą specyficzną sytuacją Biełsat musiał sobie wytworzyć niezwykle innowacyjne i niespotykane metody pracy - opierając się nie na strukturach stabilnych i rozbudowanych, a na zorientowanych zadaniowo i by tak to nazwać "lotnych". Funkcjonujemy w Warszawie i w Mińsku, w Wilnie, w Białymstoku, ale i w Grodnie i w Homlu. Żartuję, że jesteśmy pierwszą na świecie mobilną telewizją partyzancką... Wbrew pozorom to bardzo skuteczny i tani sposób tworzenia programu.

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.