dr Marek Kietliński

Wydarzenia stanu wojennego w Białymstoku

Dekretem datowanym na 12 grudnia 1981 r. Rada Państwa wprowadziła stan wojenny na obszarze całego kraju. Ukonstytuowała się Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego pod przewodnictwem generała Wojciecha Jaruzelskiego. Na mocy dekretu zawieszono działalność wszystkich organizacji, stowarzyszeń i związków zawodowych, w tym NSZZ „Solidarność”, zakazano organizowania strajków i akcji protestacyjnych. Zawieszono wydawanie gazet i czasopism (miały się ukazywać tylko „Trybuna Ludu”, „Żołnierz Wolności” oraz po jednym dzienniku lokalnym drukowanym w 16 ośrodkach Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa Książka Ruch”; w Białymstoku drukowano „Gazetę Współczesną”). Zmilitaryzowano niektóre zakłady pracy. W ośrodkach internowania osadzono wielu działaczy „Solidarności”. Powołano Rezerwowe Oddziały Milicji Obywatelskiej, do których na zasadzie kart mobilizacyjnych wcielono wielu działaczy „Solidarności”. Minister Spraw Wewnętrznych wprowadził zakaz poruszania się obywateli w miejscach publicznych w godzinach od 22 do 6 rano.

O godzinie 6 rano o wprowadzeniu stanu wojennego poinformowano społeczeństwo. W radio i telewizji transmitowano wystąpienia gen. Jaruzelskiego zaczynające się od słów: Ojczyźnie naszej grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, wywrotowe działania sił wrogich socjalizmowi zepchnęły społeczeństwo na krawędź wojny domowej.

Wojewoda białostocki K. Dunaj wydał wewnętrzne zarządzenia. W zarządzeniu nr 32/81 z 13 grudnia 1981 r. wprowadził zakaz sprzedaży napojów alkoholowych we wszystkich placówkach handlowych, sprzedaży i spożywania tychże napojów w miejscach publicznych. Zawiesił działalność teatrów, filharmonii, kin, muzeów, salonów wystawowych, cyrków, strzelnic, domów kultury, klubów, świetlic, a także innych placówek kulturalno-oświatowych z wyjątkiem bibliotek oraz świetlic szkolnych na obszarze województwa. Zabronił umieszczania plakatów, reklam, ogłoszeń i afiszy w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Kierownicy zakładów pracy zostali zobowiązani do zapewnienia właściwego ich funkcjonowania w zakresie porządku, ochrony mienia, ochrony przeciwpożarowej, dyscypliny pracy oraz przestrzegania tajemnicy służbowej i państwowej. Nieprzestrzegającym tych nakazów groziła grzywna w wysokości tysiąca złotych.

Zarządzeniem nr 35/81 z 13 grudnia 1981 r. wojewoda zmilitaryzował następujące zakłady pracy: Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji w Białymstoku, Rejonowe Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Białymstoku, Wojewódzką Komendę Straży Pożarnych w Białymstoku, Rejonowe Komendy Straży Pożarnych na terenie województwa białostockiego, Komendy Zawodowe Straży Pożarnych na terenie województwa białostockiego. Kilku oficerów SB oraz kompania żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza zostali skierowani do obsadzenia głównego urzędu pocztowego w Białymstoku, mieszczącego się przy ulicy Warszawskiej. Budynek zajęty został 12 grudnia o godzinie 23. 
Zablokowane zostały wszystkie połączenia telefoniczne. Wojsko obstawiło budynek od zewnątrz.

W nocy z 12 na 13 grudnia Białystok kontrolowały 32 patrole (oprócz tych, które dokonywały zatrzymań internowanych). Grupy działały też na obrzeżach miasta. Postanowiono nadal utrzymywać ochronę osiedli rodzin wojskowych. Poinformowano ludność i załogi zakładów pracy, że organa władzy i siły porządkowe działać będą zdecydowanie, energicznie i konsekwentnie. W Białymstoku czołgi na ulicach nie pojawiły się, ale koksowniki były rozstawione dość gęsto. 

Internowania na Białostocczyźnie objęły głównie działaczy z Białegostoku, natomiast z Terenowych Komisji Koordynacyjnych tylko z Łap i Grajewa. Nie było aresztowań działaczy Terenowych Komisji Koordynacyjnych w Bielsku Podlaskim, Hajnówce, Mońkach, Sokółce i Siemiatyczach. Internowano przeważnie działaczy NSZZ „Solidarność”, jednego związkowca z NSZZ RI „Solidarność” – Jana Besztę-Borowskiego, z Niezależnego Zrzeszenia Studentów – Konrada Kruszewskiego (w tym czasie etatowego pracownika ZR) i Jana Sakiela oraz dwóch funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, Krzysztofa Florczykowskiego i Andrzeja Radzickiego. Najliczniej zatrzymano członków Komisji Zakładowych „Uchwytów”, „Fast” i „Unitry-Biazet”. Z Komisji Zakładowej w „Uchwytach” internowano 6 związkowców, z „Fast” – 5, a z KZ „Unitra-Biazet” – 3. W nocy z 12 na 13 grudnia aresztowano łącznie 40 osób, w dniach następnych kolejnych 19.

Pod koniec grudnia 1981 r. ukrywający się przewodniczący białostockiej „Solidarności”, Stanisław Marczuk, przekazał włoskiemu kierowcy, który przywiózł dary do Parafii Wniebowzięcia NMP w Białymstoku, odezwę skierowaną do wszystkich członków NSZZ „Solidarność”, zredagowaną przez Krzysztofa Burka. Była ona adresowana do przebywającego w Rzymie księdza Leszka Sławoja Głódzia, który przekazał teksty Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu do Monachium, gdzie mieściła się siedziba Radia Wolna Europa. Radio wyemitowało informacje z Białegostoku na całą Europę. Dokument ten był jednym z pierwszych świadectw organizującego się strukturalnego oporu „Solidarności”.

W poniedziałek 14 grudnia 1981 r. (pierwszy dzień roboczy po wprowadzeniu stanu wojennego) pomimo wezwań RMKS NSZZ „Solidarność” w województwie białostockim nie było masowych protestów studentów ani załóg zakładów pracy. Doszło jedynie do kilku prób przerwania pracy. W Białostockich Zakładach Podzespołów Telewizyjnych „Unitra-Biazet” na Wydziale Technologicznym Konstrukcji Narzędzi odbyło się spotkanie kilkunastu członków Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”, którzy nie zostali aresztowani. W trakcie spotkania (wzięły w nim udział następujące osoby: Elżbieta Kaufman-Suszko, Marcjanna Romanowicz, Róża Michałowska, Ryszard Wnorowski, Jerzy Mojsa, Kazimierz Madej, Bogusław Dębski i Ryszard Borucki) powołany został Komitet Strajkowy, na czele którego stanął R. Borucki. Do zakładu pracy przybyli oficerowie Wojska Polskiego, którzy mieli „zmiękczyć” załogę. Przed rozpoczęciem pracy przez drugą zmianę dyrektor „Unitry-Biazet” postanowił, że nie wpuści do zakładu przybyłych pracowników. Wobec takiej sytuacji Komitet Strajkowy podjął decyzję o zawieszeniu strajku.

W Fabryce Urządzeń Grzewczych „Spomasz-Biawar” próbę przerwania pracy podjął przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Ryszard Siemiaszko. Próba jednak się nie powiodła. Nie udało się zorganizować strajku w największym zakładzie Białostocczyzny – czyli Białostockich Zakładach Przemysłu Bawełnianego „Fasty”. Na wszystkich wydziałach pojawili się oficerowie Wojska Polskiego. Co jakiś czas obok zakładu przejeżdżały kolumny wozów pancernych. Nie strajkowała też Fabryka Przyrządów i Uchwytów. Nie strajkowano również poza Białymstokiem.

Działacze białostockiej „Solidarność”, którzy uniknęli internowania, zaczęli organizować podziemne struktury „Solidarności”. Z Warszawy do Białegostoku przyjechał Krzysztof Burek, który skontaktował się z Ireną i Eugeniuszem Bil-Jaruzelskimi. Od nich w godzinach południowych został przewieziony samochodem przez Hannę Bołbot do kościoła prokatedralnego, gdzie odbyło się pierwsze spotkanie ukrywających się członków białostockiej „Solidarności”. Zdał tam relację z obrad Komisji Krajowej i odczytał dokument – apel Prezydium KK NSZZ „Solidarność”. 

20 marca 1982 r. powstała Tymczasowa Komisja Regionalna NSZZ „Solidarność” Region Białystok. Jej nazwa nawiązywała do powstałej ogólnopolskiej Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej. Tworzyli ją ukrywający się działacze NSZZ „Solidarność” m.in. Roman Wilk, Dariusz Boguski, Jerzy Rybnik, Stanisław Marczuk oraz Krzysztof Burek. Funkcję przewodniczącego powierzono Stanisławowi Marczukowi.

Pod koniec grudnia 1981 r. w województwie białostockim obserwowało się sporadyczne próby organizowania publicznych wystąpień. Niektórzy internowani opuścili ośrodki odosobnienia, pozostali zachowywali się spokojnie. Ich rodziny zgłaszały się z prośbą o umożliwienie im przekazywania paczek żywnościowych, odzieży. W Białymstoku krążyły różne plotki o mających nastąpić strajkach i wystąpieniach. W tych sprawach SB prowadziła z członkami „Solidarności” rozmowy wyjaśniające i ostrzegawcze.

W lutym 1982 r. utworzony został Młodzieżowy Komitet Obrony Społecznej. Inicjatorami powstania MłoKOS byli: Robert Tyszkiewicz, Jan Budel, Artur Jan Szczęsny i Mirosław Małyszko (uczeń IV klasy VI LO w Białymstoku). Znano już wtedy strukturę Komitetów Oporu Społecznego. Postanowiono, wzorując się na doświadczeniach z innych regionów, organizować kilkuosobowe grupy osób najbardziej zaufanych, takich, o których wiadomo było, że nie godzą się z terrorem komunistycznych władz. Miały one stanowić najmniejszą elementarną komórkę oporu społecznego i działać w sposób zakonspirowany. KOS-y miały przekazywać wydawnictwa, informacje o represjach stosowanych w środowisku, organizować we własnym zakresie pomoc dla osób represjonowanych i ich rodzin poprzez organizowanie zbiórek pieniędzy dla represjonowanych działaczy, na działalność wydawniczą i organizację ruchu oporu. Każdy z członków MłoKOS-u został zobowiązany do założenia nowego Koła Oporu Społecznego.

Na początku działalności młodzi ludzie postanowili wydać własne czasopismo. Na pierwszym spotkaniu powstał artykuł programowy. Teksty przygotowywano w czasie spotkań w pomieszczeniach kościoła farnego, a później w Parku Branickich, gdzie kolektywnie ustalano treść numeru. Pod koniec marca 1982 r. ukazał się „Nasz Głos”, który był organem Młodzieżowego Komitetu Obrony Społecznej. Jak stwierdził J. Budel, pomysł na stworzenie własnej gazetki zrodził się po przejrzeniu przez uczestników spotkania „Głosu Uczniowskiego”, czasopisma wydawanego przed II wojną światową przez młodzież Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Króla Zygmunta Augusta w Białymstoku, Państwowego Gimnazjum Żeńskiego im. Anny z Sapiehów Jabłonowskiej oraz Państwowego Gimnazjum im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. Gazetkę redagowali kolegialnie: Jan Budel, Mirosław Małyszko, Artur Jan Szczęsny i Robert Tyszkiewicz. Pisaniem tekstów zajmował się początkowo M. Małyszko, przepisując je na maszynie i przekazując R. Tyszkiewiczowi. „Nasz Głos” drukował Krzysztof Wasilewski, który znał J. Budela i R. Tyszkiewicza z kościoła farnego, gdzie również był ministrantem. Wasilewski przekazywał matryce „Naszego Głosu” Stanisławowi Przestrzelskiemu, a ten oddawał je do podziemnej drukarni, gdzie gazetkę drukował Tadeusz Dzienis.

Oprócz wydawania czasopisma członkowie MłoKOS-u postanowili również tworzyć Koła Oświaty Niezależnej. Organizowano je przeważnie w białostockich szkołach, chociaż czasami członkowie MłoKOS-u jeździli do mniejszych miejscowości. Na tych spotkaniach dyskutowano o tematach z historii czy też literatury, których nie było w oficjalnych programach szkolnych. Bardzo popularne były zagadnienia z najnowszej historii Polski, np. mord dokonany przez NKWD na polskich oficerach w Katyniu, zbrodnie komunistycznego reżimu w latach 1944-1956. Czytano też fragmenty podziemnej literatury, zakazanej przez cenzurę. Przy okazji kolportowano podziemne wydawnictwa z różnych regionów kraju.

31 sierpnia 1982 r. z okazji 2. rocznicy podpisania porozumień sierpniowych w Gdańsku, w Bazylice Prokatedralnej odprawiona została msza święta, która zgromadziła liczne rzesze wiernych. Kazanie wygłosił ks. proboszcz Antoni Lićwinko, który zaapelował o rozwagę i spokojne rozejście się do domów. Po zakończeniu nabożeństwa pieśnią „Boże, coś Polskę” część uczestników (ponad 2,5 tysiąca) udała się na spacer ulicą Lipową do kościoła św. Rocha, skąd znaczna ich część zawróciła i próbowała dostać się pod siedzibę MKZ przy ulicy Nowotki (obecnie ulica Świętojańska). W rejonie ulicy Mickiewicza duże siły ZOMO zablokowały dojście do ulicy Nowotki. Przez milicyjny megafon manifestanci wezwani zostali do rozejścia się. Odpowiedzią na to były gwizdy oraz las wzniesionych do góry rąk z palcami ułożonymi w literę V. Tłum zaczął śpiewać Hymn, a potem „Rotę” i „Boże coś Polskę”. Przez cały czas skandowano hasła: Solidarność”, uwolnić Lecha. Manifestanci ruszyli w górę ulicy Mickiewicza. Wejście od ulicy Orzeszkowej nie było zablokowane, więc manifestanci pomaszerowali tamtędy. Z balkonów pozdrawiali ich mieszkańcy ul. Orzeszkowej. Zamysłem manifestujących było dotarcie pod siedzibę Zarządu Regionu od strony ulicy Lenina (obecnie ulica Jana Klemensa Branickiego). Na mostku rzeki Białej znów natrafili na kordon ZOMO. Znów wezwano manifestantów do rozejścia się. Na kordon posypały się kwiaty, które ludzie zamierzali złożyć pod siedzibą Zarządu Regionu. Wtedy to z milicyjnych samochodów zaczęto robić zdjęcia. Część manifestujących zaczęła rozchodzić się do domów. Kilkaset osób, które jeszcze pozostały, pomaszerowało dalej. Na rondzie od strony bramy wjazdowej do Pałacu Branickich pojawiły się znaczne siły ZOMO. Aleję 1 Maja (obecnie Aleja Józefa Piłsudskiego) zablokowano na mostku na rzece Białej. Po kolejnym wezwaniu do rozejścia się w tłum padły granaty z gazem łzawiącym oraz petardy, a ZOMO użyło szturmowych pałek. Wybuchła panika. Część z manifestujących uciekała, przeprawiając się przez rzekę Białą. Wylegitymowano ponad 100 osób. Pobito i zatrzymano 51 osób. Była to jedyna tak liczna manifestacja uliczna zorganizowana przez białostocką „Solidarność” i spacyfikowana przez ZOMO. Co prawda, w latach następnych próbowano organizować podobne manifestacje, ale gromadziły one nielicznych uczestników.

3 listopada 1982 r. rozpoczął się proces 21 studentów Politechniki Białostockiej i Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, oskarżonych o pisanie, drukowanie i rozpowszechnianie „Biuletynu Informacyjnego”. Rozprawy toczyły się w Klubie Garnizonowym przy ulicy Kawaleryjskiej, przed Wojskowym Sądem Garnizonowym w Białymstoku. „Proces 21” był największym procesem politycznym w Polsce. Należy podkreślić, że studentów broniła elita adwokacka tego kraju. Mecenas Władysław Siła-Nowicki czy też mecenas Piotr Andrzejewski to byli ludzie, którzy bronili w najważniejszych procesach politycznych PRL tym spektakularnym procesem władza chciała zademonstrować swoją siłę, pokazać, że udało się jej spacyfikować groźny spisek zagrażający bezpieczeństwu publicznemu, że panuje nad sytuacją. Zastanawia jednak fakt, dlaczego o procesie w zasadzie nie pisano w oficjalnej „Gazecie Współczesnej”.

Rankiem 8 stycznia 1983 r. podczas obchodu oddziałowy zauważył wiszącego na prześcieradle Zbigniewa Simoniuka. Akcja reanimacyjna nie przyniosła skutków. W chwili śmierci Z. Simoniuk miał 33 lata. Jego nazwisko widnieje na symbolicznej mogile poświęconej pamięci ofiar stanu wojennego, obok nazwisk górników z kopalni „Wujek”, zamordowanych przez komunistyczny reżim w początkach stanu wojennego. Tablica znajduje się w Paryżu. 

Pod koniec 1982 r. władze uznały sytuację w kraju za opanowaną na tyle, że 12 grudnia generał W. Jaruzelski oznajmił, iż w opinii WRON powstały warunki do zawieszenia stanu wojennego. 19 grudnia 1982 r. Rada Państwa uchwaliła zawieszenie stanu wojennego z dniem 31 grudnia 1982 r. 23 grudnia zwolniono z ośrodków internowania wszystkich zatrzymanych, poza siedmioma przywódcami „Solidarności”. Zawieszenie stanu wojennego z końcem 1982 r. oznaczało kres masowego oporu. Zmiany w odczuciach i zachowaniu społecznym nastąpiły w listopadzie 1982 r. po nieudanych próbach strajku. Wymownym tego sygnałem był nieudany strajk, do którego nawoływała Tymczasowa Komisja Koordynacyjna. Po roku stan wojenny o odczuciu społecznym „spowszedniał” i jego oficjalne odwołanie, które nastąpiło 22 lipca 1983 r. przeszło jako prawie niezauważone.

Zniesienie stanu wojennego wyhamowało opór podziemnych struktur „Solidarności” w regionie białostockim. Wielu działaczy chciało prowadzić w miarę normalne życie, pracować. Topniały szeregi ludzi zaangażowanych w podziemną działalność. Coraz rzadziej ukazywał się „Biuletyn Informacyjny”. Zmęczenie i ciągłe napięcie nerwowe, a także brak perspektyw na zwycięstwo, doprowadzały do konfliktów w szeregach białostockiej „Solidarności”. Dochodziło do sporów i kłótni pomiędzy liderami poszczególnych grup o dalsze koncepcje działania i przywództwo nad całością jeszcze istniejących, chociaż już słabych struktur związkowych. Zniesienie stanu wojennego, a także amnestia nie zatrzymały represji wobec działaczy podziemnej „Solidarności”. 

W numerze 49. „Biuletynu Informacyjnego” podziemnej „Solidarności” z 4 stycznia 1983 r. przedrukowany został z „Tygodnika Mazowsze” nr 37 z 16 grudnia 1982 r. bardzo ważny wywiad ze Stanisławem Marczukiem – przewodniczącym TKR. Na pytanie, w jakich warunkach działa „Solidarność” w Białymstoku, odpowiedział: 
W małym regionie są duże kłopoty. Mamy mniej liczną kadrę aktywistów, część z nich siłą rzeczy jest na muszce SB. Dotkliwie odczuwamy brak zaplecza intelektualnego – uczelni i instytutów. W związku z tym trudno o jakieś własne poważniejsze inicjatywy opiniotwórcze. Większość działań i akcji odbywa się na zasadzie przechwytywania i powielania pomysłów zrodzonych gdzie indziej.
W naszym regionie nie ma tradycji wielkoprzemysłowych, klasa robotnicza powstała tu w wyniku stosunkowo świeżej migracji ze wsi. Co więcej jesteśmy regionem wielonarodowościowym. Nawet ruch „Solidarności” nie zdołał złagodzić narosłych przez lata, skutecznie podsycanych przez władze antagonizmów i waśni.

Przyjmują się wszelkie akcje, które zakładają anonimowość. Znacznie lepiej wypadły u nas spacery w porze Dziennika Telewizyjnego, układanie krzyża z kwiatów 31 sierpnia 1982 r. niż akcja w zakładach pracy np. 13 maja 1982 r. Zauważam, że szerzy się postawa życzliwego kibicowania, bez wychylania się. Ludzie chcą czytać prasę, chętnie płacą składki, pójdą do kościoła na mszę świętą i wielu to wystarcza.
Do wygrania jest batalia o bojkot wronich związków. Na razie jest dobrze – w Białymstoku z nowymi związkami klapa. Trochę gorzej jest w terenie, ze względu na umiejętne wygrywanie przez władzę zaszłości w stosunkach między różnymi narodowościami. Nie możemy jednak ograniczać się tylko do bojkotu. Musimy pokonać wrogie związki na płaszczyźnie działalności socjalnej. A to pociąga za sobą konieczność rozwijania różnorodnych form samopomocy i samoorganizacji w zakładach. 

Wojna się skończy, „Solidarność” i nasz program- choć na razie bez szans na pełną realizację – pozostanie. Pozostanie jako możliwość, jako przeciwwaga dla tego wszystkiego, co będą chcieli zrobić z nami komuniści. Na ofensywną linię w warunkach represji i terroru nas nie stać. Powinniśmy się przygotować do „długiego marszu”. Wydaje mi się, że autorytet „Solidarności” w społeczeństwie nie wynika z zasług poszczególnych ludzi tworzących podziemne struktury. Oni się wykruszają, na ich miejsce przychodzą inni, przejmując depozyt narodowych nadziei i aspiracji. W Białymstoku TKR tworzą zarówno ludzi, pozostający od początku w ukryciu, jak i działający „na powierzchni”, w zakładach. Nie sądzę, by zawieszenie stanu wojennego pociągało za sobą rezygnację z dotychczasowych struktur. Trzeba będzie co najwyżej dostosować się do nowej sytuacji. Ważne, by zachować ciągłość działania, nawet gdy ujawnią się niektórzy podziemnych władz regionu. 

22 lipca 1983 r. władze zniosły zawieszony stan wojenny, nastąpiło rozwiązanie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego i zapowiedź amnestii. Właściwym powodem tych kroków był nacisk zachodnich sankcji ekonomicznych i dążenie do neutralizacji podziemia. Przywódcy „Solidarności” po raz kolejny wykorzystali okazję do złożenia deklaracji gotowości podjęcia dialogu z władzami i zawarcia kompromisu. Równocześnie jednak, w przeświadczeniu, że zniesienie stanu wojennego będzie miało charakter formalny, w oświadczeniu z 28 lipca Tymczasowa Komisja Koordynacyjna uznała konieczność dalszej działalności „Solidarności” w podziemiu („Istniejemy i walczymy”), podkreślając potrzebę poszukiwania również jawnych form aktywności oraz deklarując walkę z podwyżkami cen i pogarszającą się sytuacją ekonomiczną społeczeństwa. Posunięcia władz interpretowano jako przejście do kolejnego etapu walki władzy ze społeczeństwem. Wzywano do kontynuowania programu sformułowanego w deklaracji „Solidarność – dziś”. Jak się spodziewano, wraz z decyzją Sejmu z 21 lipca 1983 r., znoszącą z dniem 22 lipca stan wojenny i rozwiązującą WRON, uchwalono równocześnie ustawę „O szczególnej regulacji prawnej w okresie przezwyciężania kryzysu społeczno- ekonomicznego” na kolejne dwa i pół roku, co w praktyce oznaczało kontynuację represji stanu wojennego i dalsze trwanie kursu konfrontacyjnego w nieco tylko złagodzonej formie. Władza zaczęła zamykać w więzieniach kolejnych liderów „Solidarności”. Aresztowania, procesy, kary więzienia i grzywny za działalność polityczną były realizowane przez władze do końca lat osiemdziesiątych.

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.