Z RODMowej Biblioteczki – „Kobiety ze Lwowa”

Do świąt Bożego Narodzenia coraz bliżej. Jednym z najwdzięczniejszych prezentów, jakie można podarować bliskim jest książka. A jaka? Najlepiej spersonalizowana, trafiająca w upodobania obdarowywanego. Jaką polecamy my? Zapraszamy do artykułu.

Przez stulecia historia o kobietach milczała. Te jawiły się potomnym jako matki, żony i kochanki, rzadziej jako wybitni naukowcy, znamienite literatki czy persony polityki zmieniające losy świata. Na szczęście współcześni badacze coraz częściej docierają do przekazów, które wskazują na ogromny wkład kobiecych rąk w budowanie świetności czasów przeszłych i obecnych, od Merit Ptah – pierwszej znanej kobiety, która zajmowała się nauką i była lekarzem, przez  Chien-shiung Wu, która pomogła rozpracować proces wzbogacania uranu, po Adę Lovelace brytyjską matematyczkę i poetka, pierwszą programistkę, autorkę pierwszego opublikowanego algorytmu napisanego z zamiarem wykonania na maszynie.

Przenosząc te rozważania na grunt regionu, warto jest zastanowić się jak wyglądały losy naszych przodkiń na terenach Kresów. Dziś w tym zakresie serdecznie polecamy Państwu książkę Wydawnictwa Marginesy „Kobiety ze Lwowa”, autorstwa Beaty Kost. Autorka jest polską dziennikarką ze Lwowa, która od lat zajmuje się zagadnieniami historii miasta i dawnych województw Rzeczypospolitej. Ponadto w ramach popularyzacji zagadnień lwowskich prowadzi również strony „Cmentarz Łyczakowski” oraz „Damski Lwów”, na której zamieszcza informacje o znamienitych kobietach, związanych z miastem. Zainteresowania te oraz burzliwa historia Lwowa, która mgliście zarysowuje kobiece sylwetki, stały się przyczynkiem do powstania niniejszej książki. Ma ona przypominać mieszkańcom o pełnych poświęcenia żołnierkach, ideowych nauczycielkach, wybitnych naukowcach, dzielnych feministkach, uduchowionych muzach, wybitnych aktorkach oraz wielkich śpiewaczkach, których losy mogą nakreślić nam nie tylko ich świat, ale również to, jaki był wtedy sam Lwów, z perspektywy kobiety.

Jedna książka, 38 kobiet

Książka to aż 38 inspirujących historii kobiet lwowskich, żyjących w różnych okresach historycznych. Na kartach „Kobiet ze Lwowa” odnaleźć możemy 34 rozbudowane opisy oparte o bogatą bibliografię, które stanowią treść publikacji oraz 4 historie kobiet (Mińci, Róży, Olgi i Flory) którym autorka dedykuje niniejszą książkę. Poza opowieściami, na jej kartach znajdują się również fotografie przedstawiające bohaterki historii, przedruki wierszy, pamiętników, plakatów, rysunków oraz zdjęcia pamiątek po opisywanych postaciach, co czyni z książki niesamowicie intymną formę wyrazu. Dodatkowo przy każdej bohaterce znajduje się adnotacja z jej lwowskim adresem pobytu, dzięki czemu książkę możemy wziąć ze sobą w podróż i potraktować ją jako przewodnik ścieżką kobiet Lwowa.

Pierwszą postacią wartą wzmianki jest Łucja Charewiczowa (1897-1943), historyk, docent historii miast Uniwersytetu Jana Kazimierza, kustosz Muzeum Historycznego Miasta Lwowa i ogromna inspiracja autorki. Charewiczowa była pionierką naukowych badań zajmujących się tematyką kobiet polskich i propagatorką zagadnień lwowskich, podążając za myślą jej nauczyciela akademickiego, profesora Jana Ptaśnika: trzeba zacząć od tego miasta, w którym się żyje i pracuje i które się kocha.
Charewiczowa znała liczne języki (ukraiński, francuski, rosyjski, łacinę, grekę), a swoją ciężką pracą przetarła szlaki tysiącom Polek i przyszłym humanistkom. Mimo bycia chorobliwym dzieckiem, zawsze koncentrowała się na nauce, późniejszym doktoracie oraz karierze zawodowej. Swoje życie oddała kobietom, o których inni już zapomnieli, a serce w całości swojemu miastu. Nie była to łatwa droga w czasach, w których pokutowało powiedzenie, że „nauka jednoczy kobietę ściślej z diabłem”.

Pełne pasji życie Łucji skończyło się w szeregach obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Z dala od rodziny, w nieludzkich warunkach z tego świata odeszła Łucja Charewiczowa. Niemniej jednak jej dziedzictwo przetrwało, a omawiana książka jest jednym z jej przykładów. Charewiczowa zapaliła w sercach wielu kobiet płomień do oddania się światu nauki, potrzebę kultywowania pamięci o przodkiniach i odwagę do wychodzenia poza oczekiwania społeczne względem kobiet.

„Jeden Lwów mi pozostał – nic więcej”

pcq

Na kartach „Kobiet ze Lwowa” znajdą Państwo historie postaci różnorodnych. Jedną z nich jest Maria Gabriela Janowska, znana bardziej jako Gabriela Zapolska (1857-1921). Życie pierwszej polskiej zawodowej literatki skrzyżowało się z wieloma europejskimi miastami: Warszawą, Krakowem, Poznaniem, Paryżem, ale jednak to Lwów zajmuje najważniejsze miejsce w jej burzliwym życiorysie. Często podupadała na zdrowiu, wdawała się w nieudane związki, kilkukrotnie wychodziła za mąż, urodziła nieślubne dziecko, które zmarło w wieku niemowlęcym, miała za sobą próbę samobójczą. Za swoje sztuki wystawiane na deskach teatru i samą grę aktorską była wielbiona i nienawidzona. Nonkonformistka, przez niektórych uznawana za burzycielkę porządku społecznego i skandalistkę. Była panną z dobrego domu, w którym jak sama mówiła było „za dużo pieniędzy, a za mało serca”. Po pierwszym rozwodzie jej kontakty z rodziną znacznie się rozluźniły i oziębły. Zapolska w listach pisała, że nie znała pojęcia przywiązania do rodziny. Jej schorowana matka porzuciła pracę, jednak nie przełożyło się to większe zaangażowanie się w wychowywanie swoich dzieci. Początkowo Zapolska miała lepszy kontakt z ojcem, niemniej jednak z czasem i on uległ pogorszeniu. W późniejszych zapisach nazywa go bigotem i dziwakiem. Niewątpliwie jej życiorys odbił się w jej odważnej i bezkompromisowej twórczości, od „Moralności pani Dulskiej” po kontrowersyjną dla lwowian „Małaszkę”.

„Gdzie pójdę? I co pocznę? Jeden Lwów mi pozostał – nic więcej” – tymi słowami Zapolskiej w liście z 1990 roku do Tadeusza Pawlikowskiego można podsumować jej skomplikowaną relację z miastem, które kochała i traktowała jak swój dom, ale i którego nienawidziła, zwłaszcza w ostatnich latach swego życia. W swoich utworach udawało jej się uchwycić fenomen modernistycznego Lwowa, nietrwałych relacji w rozwijającym i rozrastającym się mieście na przełomie wieków. W przeciwieństwie do aktywistów, jej twórczość daleka jest od rzewnych opisów i ckliwych morałów. Pisała teksty odzierające wszelkie zasłony, do bólu autentyczne, bez zbędnej kokieterii. I choć jej ostatnie chwile życia to „noce bez snu i dni milczenia”, pozostała barwną postacią teatru i literatury, która na stałe wprowadziła do słowników pojęcie dulszczyzny, a w której oczach do końca odbijał się brutalnie prawdziwy obraz Lwowa.

Dziewica o męskim umyśle

Jak to jest być matką króla? Wiedziała o tym Teofila Zofia Daniłowiczówna (1607-1661), matka Jana III Sobieskiego. W swoich listach Sobieski pisał o matce, że „nie białogłowskiego, ale męskiego była serca, największe za nic sobie mając niebezpieczeństwa”. W jej domu nie było miejsca dla lękliwych kobiet. Teofila po raz pierwszy stanęła do walki w wieku 16 lat, kiedy wraz z matką i babką, skutecznie zresztą, broniły na czele służby zamkowej w Olesku koło Lwowa. Daniwiłłoczówna wiedziała, że choć wojna stanowi domenę mężczyzn, to jednak niebezpieczeństwo w równym stopniu dotyczy samych kobiet. Jej syn nie był odosobniony w swoich przemyśleniach na temat królowej Teofili. Lwowski historyk Karol Szajnocha pisząc o niej mówił o „dziewicy nadobnej i umysłu męzkiego, prawdziwej wnuczce hetmańskiej”. Po ślubie z Jakubem Sobieskim urodził mu siedmioro dzieci, z czego przeżyła z nich czwórka. Prowadziła surową politykę wychowywania swoich dzieci. Kierowana chęcią zrodzenia mściciela, który odkupi krzywdy jej przeszłości, faworyzowała swojego pierworodnego syna Marka, na kolejnego króla. W 1652 zapobiegła małżeństwu swego syna Jana, zakochanego w pannie Orchowskiej, będącej córką ochmistrza Pawła Orchowskiego. Nie tolerowała również związku syna z Marią Kazimierą d’Arquien (Marysieńką). Podobnie postępowała wobec córki Katarzyny, na której wymusiła małżeństwo z wojewodą krakowskim Władysławem Dominikiem Zasławskim-Ostrogskim. Działała według strategii i szczegółowych planów, co przeczyło wyobrażeniu miotanej emocjami kobiecej naturze, która miała być wytłumaczeniem, dla ich pośledniości w kontekście sprawowania rządów. Mimo „męskiej” natury, Teofila Zofia Sobieska była ukochaną i adorowaną małżonką swojego męża, do której pisząc listy zwracał się „moja jedyna Tosieńku”, „moja żono najmilsza”, czy też „moja Tosiu jedyna”. Plan królowej co do syna Marka niestety się nie ziścił, jednak po jego śmierci faworytem do tronu został Jan III Sobieski, którego życie i późniejsze panowanie zmieniło losy europejskiego świata. „Mądra, hartowna i rycerska” Teofila Sobieska to jedna z niezwykłych kobiecych sylwetek przeszłości, stająca naprzeciw wyobrażeniom o płci pięknej.

pcq

„Kobiety ze Lwowa” inspiracją dla współczesnych

Wywrotowe, nonkonformistyczne, pełne pasji, budujące potęgi polityczne, kładące milowe kamienie artystycznego dorobku przodków, wrażliwe, przy czym niestrwożenie silne… Kobiety od stuleci pokazywały swoje prawdziwe oblicze, na przekór utartym schematom, które próbowały je ograniczać i tłumić płonący w ich sercu ogień. Silne, niezależne, inteligentne, przy czym niejednokrotnie łączące role przykładnych żon i matek. Posiadające cechy kulturowo akceptowane jako męskie, jednak pozostające wdzięcznymi i adorowanymi jako kobiety (zaprzeczając powszechnie pokutującemu niezrozumieniu idei feministycznej w dyskursie publicznym). Niektóre samotne z wyboru, poświęcające się nauce, sztuce i idei, stające w wyłomie społecznych oczekiwań wobec płci żeńskiej, ale każda z nich nietuzinkowa, każda z nich pozostająca wielowiekową inspiracją dla potomnych.

Serdecznie polecamy Państwu niniejszą publikację Wydawnictwa Marginesy, w której znajduje się więcej tak fascynujących życiorysów kobiecych postaci historycznych, które warto znać, nie tylko ze względu na zainteresowanie tematyką lwowską. „Kobiety ze Lwowa” to niesamowite studium wpływu kobiet na kładzenie podwalin współczesnego świata na wielu różnych poziomach. To propozycja warta polecenia nie tylko historykom, badaczom Kresów i każdej kobiecie, ale przede wszystkim propozycja dla mężczyzn, którzy chcieliby bliżej przyjrzeć się życiorysom zasłużonych na różnych polach kobietom i zrozumieć ich wkład w budowanie historii.

Książka jest przepięknie wydana, obcowanie z nią to czysta przyjemność, zarówno na poziomie merytorycznym, jak i estetycznym. Urozmaicona jest licznymi grafikami, zdjęciami, przedrukami, co pozwala nam na prawie namacalne zetknięcie się z rzeczywistością opisywanych bohaterek. Książka Beaty Kost jest naszą propozycją na jesienno-zimową lekturę i może stanowić doskonały prezent na zbliżające się Mikołajki lub Boże Narodzenie. Wszak czy jest wdzięczniejszy podarunek na święta niż dobra książka?

Anna Alimowska