Wywiad z Agnieszką Romaszewską-Guzy

Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dzisiaj opowiada nam o pierwszej na świecie mobilnej telewizji partyzanckiej.

W jakich okolicznościach powstawał Biełsat?

Biełsat, podobnie jak wiele innych przedsięwzięć na świecie, które okazały się sukcesem, zaczął się od przypadku… W 2005 r. po kilkumiesięcznej pracy na Białorusi zostałam deportowana z kraju. Wiązało się to z moimi relacjami dla TVP opisującymi walkę miejscowych Polaków o zachowanie niezależnej polskiej organizacji i próby władz, by tę niezależność złamać. Wpadłam wtedy na pomysł by zacząć pracę nad telewizją dla Białorusi. Będąc jeszcze po drugiej stronie granicy zauważyłam jak bardzo ludzie (i Białorusini, i miejscowi Polacy) śledzili informacje, do których nie mieli dostępu w swojej telewizji. Byli gotowi oglądać polską telewizję, jeśli opowiadała o ich sprawach, nawet jeśli wielu nie bardzo znało język. Pomyślałam sobie, że tym bardziej oglądaliby telewizję przeznaczoną specjalnie dla nich. Gdy wydalono mnie z Białorusi nie pozostawało mi już nic innego niż zająć się realizacją tego mojego pomysłu. Czasem zdumienie mnie ogarnia, gdy pomyślę sobie, ze zaczynaliśmy to wszystko w 2006 r., dosłownie w kilka osób, kilkoro zaprzyjaźnionych dziennikarzy z TVP, z Warszawy i ośrodka białostockiego, dziennikarz białoruskiej rozgłośni Radia Svaboda, były dziennikarz państwowej telewizji białoruskiej… Mogę odpowiedzialnie powiedzieć: gdyby nie moja sieć kontaktów wywodzących się jeszcze z opozycji demokratycznej po wszystkich stronach politycznego spectrum, pewnie projekt by nie powstał. Ale wsparli go wszyscy ci, którzy wciąż wierzyli w ideę solidarności. Umowę pomiędzy MSZ a TVP podpisano i ustalono schemat funkcjonowania i wspierania stacji, jeszcze za rządów PiS. Kanał wystartował już za koalicji PO-PSL.

Jaka jest misja Biełsatu?

Naszą misją było i jest dostarczenie pełnych i niezafałszowanych informacji do Białorusinów. Wszystkiego tego, czego nie zapewnia im telewizja państwowa oraz powszechnie oglądana w tym kraju telewizja rosyjska, ale nie tylko tego. W równym stopniu chodzi nam o zapewnienie jakiejkolwiek poważnej płaszczyzny debaty publicznej w kraju. Płaszczyzny prezentowania kultury, kształtowania prodemokratycznych i patriotycznych postaw – zamiast postaw postsowieckich. Naszym bardzo ważnym zadaniem jest przywracanie Białorusinom świadomości własnego dziedzictwa i korzeni, które tkwią w Wielkim Księstwie Litewskim, a bynajmniej nie w ZSRR (jak przez wiele lat próbowała ludziom wmówić oficjalna białoruska propaganda rządowa). To dziedzictwo wiąże Białoruś z zachodnią Europą, a nie z „ruskim mirem”, jak próbują przekonywać kremlowscy propagandyści. Myślę, że naszą misją jest też wspieranie i skupianie wokół Biełsatu tylu niezależnie myślących i wartościowych kręgów białoruskiej inteligencji wszelkich kierunków ideowych i politycznych ile się da.

Na ile możliwe jest realizowanie tej misji w warunkach białoruskich (monopol telewizji państwowej, szykanowanie dziennikarzy itp.)?

W tej kwestii losy Biełsatu układały się rożnie. Myślę, że z początku władze białoruskie nie wierzyły, że ta instytucja w ogóle powstanie, raczej sądziły że wszystko skończy się na planach i zapowiedziach, jak wiele razy wcześniej i dlatego niezbyt energicznie ją zwalczały. Potem przyszły pierwsze uderzenia w 2008 r. – rewizje, konfiskata sprzętu. Druga fala represji (zatrzymania, grzywny) to lata 2010-2011 r. (wtedy, kiedy miały miejsce protesty po wyborach prezydenckich i gdy aresztowano kontrkandydatów prezydenta Łukszenki), trzecia odbyła się w 2015 i na początku 2016 r. Polegała na nakładaniu na współpracujących z nami dziennikarzy grzywien za pracę bez akredytacji. Jednocześnie tych akredytacji nam odmawiano. Zdaję sobie jednak sprawę, że autorytarna władza mogłaby uderzyć w nas silniejszymi represjami, czego z jakichś przyczyn nigdy nie zdecydowała się zrobić. W tym roku – po 9 latach – po raz pierwszy otrzymaliśmy 4 akredytacje dla dziennikarzy. To kropla w morzu potrzeb, ale to dobry prognostyk na przyszłość.
Przy okazji warto powiedzieć, że w związku z tą specyficzną sytuacją Biełsat musiał sobie wytworzyć niezwykle innowacyjne i niespotykane metody pracy opierając się nie na strukturach stabilnych i rozbudowanych, a na zorientowanych zadaniowo i by tak to nazwać „lotnych”. Funkcjonujemy w Warszawie i w Mińsku, w Wilnie, w Białymstoku, ale i w Grodnie i w Homlu. Żartuję, że jesteśmy pierwszą na świecie mobilną telewizją partyzancką… Wbrew pozorom to bardzo skuteczny i tani sposób tworzenia programu.

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.