Dlaczego „dziennikarz ma lepiej niż przeciętny człowiek” – wywiad z Andrzejem Poczobutem

Andrzej Poczobut – postać medialna, kilkukrotnie oskarżana o zniewagę władzy państwowej w prasie oraz w wypowiedziach, w roku 2012 aresztowany i postawiony przed sądem. Jak to jest być dziennikarzem polskiego pochodzenia na Białorusi – opowiada w dzisiejszym wywiadzie.

Jak zaczęła się Pana przygoda z dziennikarstwem?

Ukończyłem studia prawnicze na Uniwersytecie w Grodnie. Rozpoczęłam je w roku 1994. Białoruś była wówczas państwem w pełni demokratycznym. W trakcie, kiedy te studia odbywałem, nastąpiły przemiany, zmieniono konstytucję. Zawód prawnika przestał istnieć w normalnym tego słowa znaczeniu. Po ukończeniu studiów, zacząłem szukać sobie zajęcia… Zdałem sobie sprawę, że w systemie, który powstał, nie widziałem dla siebie możliwości w działalności prawniczej. Trochę przez przypadek, trochę przez zainteresowania (bo dziennikarstwo daje gwarancję, że jest się zawsze tam, gdzie coś się dzieje, poznaje się ciekawych ludzi) rozpocząłem pracę w gazecie „Głos z nad Niemna”. To było moje pierwsze doświadczenie dziennikarskie. Potem pracowałem w różnych tytułach, również w gazetach białoruskich. Obecnie od 2006 r. jestem korespondentem „Gazety Wyborczej” na Białorusi.

Czy łatwo być polskim dziennikarzem na Białorusi?

Generalnie nie jest łatwo być dziennikarzem na Białorusi. Bycie polskim dziennikarzem oczywiście dodatkowo utrudnia pracę. Dlaczego? Dlatego, że przez szereg lat Polska była postrzegana przez władze białoruskie jako zagrożenie. Najważniejszym wrogiem ideologicznym (od wielu lat atakowany w mediach) są Stany Zjednoczone. Na drugim miejscu znajduje się Polska, która przez białoruską propagandę postrzegana jest jako narzędzie amerykańskich interesów politycznych. Niewątpliwie więc rzutuje to na stosunek władz białoruskich do polskich dziennikarzy i Polaków.

Otrzymywał Pan liczne nagrody i wyróżnienia. Jest pan znanym dziennikarzem na Białorusi. Czy ta sława pomaga czy przeszkadza w wykonywaniu zawodu?

To zależy. W jednym wypadku może pomóc, np. jeżeli rozmawiam z ludźmi, to oni nie mają wątpliwości w temacie tego kim jestem i co sobą reprezentuję. W innej sytuacji będzie to przeszkodą, dlatego że niektórzy mogą bać się rozmawiać z kimś, ze względu na jego kontrowersyjne w świetle białoruskiej polityki poglądy. Wyrazistość biografii może być przeszkodą. Jeżeli chodzi o rozmowy z ludźmi i sytuacje konfliktowe, to niewątpliwie bycie rozpoznawalnym ułatwia sprawę. W przypadku kontaktu z władzami zaś utrudnia. Wszystko zależy od konkretnego wypadku. Raz jest na plus, raz – minus.

Był Pan wielokrotnie zatrzymywany z powodu wypowiedzi bądź publikacji. Jak wygląda sytuacja zatrzymania dziennikarza?

Dziennikarz ma lepiej niż przeciętny człowiek, dlatego że władze zdają sobie sprawę, że opinia publiczna nie przejdzie obojętnie wokół tej sprawy, będzie rozgłos – a gdy się pracuje w zagranicznej gazecie, będzie rozgłos również za granicą. Dlatego w przypadku dziennikarza polskiego jest to znacznie korzystniejsza sytuacja niż w przypadku zwykłego człowieka. Jeżeli zatrzymana zostaje osoba, która nie jest znana, osoba co do której władza ma wątpliwości, czy opinia publiczna (czy to w Białorusi, czy za granicą) będzie się przejmować o jego los, to wtedy jest najtrudniej… Zaangażowanie mediów znacznie ułatwia sprawę.

Czy w związku z zatrzymaniami miewał Pan chwile zwątpienia i chęć rezygnacji z zawodu?

Prawnikiem, mimo wykształcenia, absolutnie nie mógłbym zostać, dlatego, że największym pracodawcą na Białorusi jest państwo. Jeżeli ktoś ma konflikt z władzą, de facto ma konflikt z państwem. Aleksander Łukaszenko uważa, że państwo to jest on. To państwo ogranicza ludziom jakiekolwiek możliwości, a podjęcie pracy w urzędzie państwowym staje się niemożliwe.

Każdy ma okresy zwątpienia i poszukiwania czegoś innego. Ja wolałem po prostu szukać nowych tematów. Tych, o których jeszcze nie miałem przyjemności pisać. Już od dłuższego czasu zajmuję się nie tylko o Białorusią, ale również obszarami postradzieckim. Obecnie piszę o krajach Azji Środkowej, o Kaukazie, o Mołdawii. Praktycznie (poza Ukrainą i Rosją) w ciągu ostatnich kilku lat odwiedziłem cały obszar byłych państw sowieckich. To było ciekawe doświadczenie, pozwalało wynieść się trochę ponad spojrzenie na Białoruś, zyskać ogląd sytuacji w całym regionie. To bardzo pożyteczne i korzystne z punktu widzenia rozwoju zawodowego.

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.