Andrzej Poczobut

Dlaczego „dziennikarz ma lepiej niż przeciętny człowiek”, wyjaśnia Andrzej Poczobut – dziennikarz, członek Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi.

Monika Szarejko (RODM): Jak zaczęła się Pana przygoda z dziennikarstwem?

Andrzej Poczobut: Ukończyłem studia prawnicze na Uniwersytecie w Grodnie. Rozpoczęłam je w roku 1994. Białoruś była wówczas państwem w pełni demokratycznym. W trakcie, kiedy te studia odbywałem, nastąpiły przemiany, zmieniono konstytucję. Zawód prawnika przestał istnieć w normalnym tego słowa znaczeniu. Po ukończeniu studiów, zacząłem szukać sobie zajęcia… Zdałem sobie sprawę, że w systemie, który powstał, nie widziałem dla siebie możliwości w działalności prawniczej. Trochę przez przypadek, trochę przez zainteresowania (bo dziennikarstwo daje gwarancję, że jest się zawsze tam, gdzie coś się dzieje, poznaje się ciekawych ludzi) rozpocząłem pracę w gazecie „Głos z nad Niemna”. To było moje pierwsze doświadczenie dziennikarskie. Potem pracowałem w różnych tytułach, również w gazetach białoruskich. Obecnie, od 2006 r. jestem korespondentem „Gazety Wyborczej” na Białorusi.

Monika Szarejko (RODM): Czy łatwo być polskim dziennikarzem na Białorusi?
Andrzej Poczobut: Generalnie nie łatwo być dziennikarzem na Białorusi. Bycie polskim dziennikarzem oczywiście utrudnia pracę. Dlaczego? Dlatego, że przez szereg lat Polska jest postrzegana przez władze białoruskie jako zagrożenie. Najważniejszy wróg ideologiczny (od wielu lat atakowany w mediach) to są Stany Zjednoczone. Na drugim miejscu jest Polska, która przez białoruską propagandę postrzegana jest jako narzędzie amerykańskich interesów politycznych. Więc rzutuje to na stosunek władz białoruskich do polskich dziennikarzy i Polaków.

Monika Szarejko (RODM): Otrzymywał Pan liczne nagrody i wyróżnienia. Jest pan znanym dziennikarzem na Białorusi. Czy ta sława pomaga czy przeszkadza?

Andrzej Poczobut: To zależy. W jednym wypadku może pomóc, np. jeżeli ja rozmawiam z ludźmi, to oni nie mają wątpliwości, że ja to jestem ja i co sobą reprezentuję. Czasami mogą bać się rozmawiać z kimś, ze względu na poglądy. Zatem, jeżeli chodzi o rozmowy z ludźmi i sytuacje konfliktowe, to ułatwia. Natomiast kontakty z władzami - utrudnia. Wyrazistość biografii może być przeszkodą. Wszystko zależy od konkretnego wypadku. Raz jest na plus, raz - minus.

Monika Szarejko (RODM): Był Pan wielokrotnie zatrzymywany z powodu wypowiedzi bądź publikacji. Jak wygląda sytuacja zatrzymania?

Andrzej Poczobut: Dziennikarz ma lepiej niż przeciętny człowiek, dlatego że władze dają sobie sprawę, że będzie działanie wokół tej sprawy, będzie  rozgłos – zwłaszcza gdy się pracuje w zagranicznej gazecie, będzie rozgłos również za granicą. Dlatego w przypadku jest znacznie korzystniejsza sytuacja niż w przypadku zwykłego człowieka. Jeżeli zatrzymana zostaje osoba, która nie jest znana, osoba co do której władza ma wątpliwości, że opinia publiczna (czy to w Białorusi, czy za granicą) będzie się przejmować o jego los, to wtedy jest najtrudniej… W sytuacji zaangażowania mediów jest łatwiej.

Monika Szarejko (RODM): Czy w związku z zatrzymaniami, miewał Pan takie chwile, w których mówi się „dość!”?

Andrzej Poczobut: Prawnikiem absolutnie nie mógłbym zostać… Państwo jest największym pracodawcą na Białorusi. Jeżeli ktoś ma konflikt z władzą, de facto ma konflikt z państwem. Aleksander Łukaszenko uważa, że państwo to jest on. Człowiekowi ograniczane są jakimkolwiek możliwości. Podjęcie pracy w urzędzie państwowym jest niemożliwe. Każdy ma okresy zwątpienia i okresy poszukiwania czegoś innego. Ja wolałem szukać nowych tematów. Tych, o których jeszcze nie pisałam. Już od dłuższego czasu piszę nie tylko o Białorusi, ale o  obszarze postradzieckim. Teraz piszę o krajach Azji Środkowej, o Kaukazie, o Mołdawii. Praktycznie (poza Ukrainą i Rosją) w ciągu ostatnich kilku lat odwiedziłem cały obszar byłych państw sowieckich. To było ciekawe doświadczenie. Pozwalało wynieść się trochę ponad spojrzenie na Białoruś, zyskać ogląd sytuacji w całym regionie. To jest bardzo pożyteczne i korzystne z punktu widzenia rozwoju zawodowego.

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.