MODNY BIAŁYSTOK – bramą na Wschód?

Wojciech Bokłago de Bof – projektant mody, wiceprezes Stowarzyszenia na rzecz Muzeum Mody i Tekstyliów ITE, pomysłodawca i współorganizator Fashionable East w Białymstoku. Na swoim koncie ma 18 autorskich kolekcji i staż u nadwornego projektanta królowej Beatrycze. W rozmowie z nami opowiedział jaką rolę pełni Białystok w świecie mody.

Jego kolekcje prezentowane były m.in. w Warszawie, Gdańsku, Białymstoku, Grodnie, Paryżu, czy też Amsterdamie oraz kilkumiesięczny staż haute couture u Fransa Molenaara, nadwornego projektanta królowej holenderskiej Beatrycze i staż w Nowym Jorku w pracowni Parvitza Yontombiana. Dziś ten międzynarodowy ekspert w dziedzinie projektowania mody i członek jury w konkursach dla młodych projektantów opowie nam o tym, że w dziedzinie designu Białystok może stanowić „bramę na Wschód”?

Skąd wzięła się idea działań fashion week?

Idea powstała właściwie już 10 lat temu, kiedy grupa entuzjastów postanowiła założyć Stowarzyszenie na rzecz Muzeum Mody i tekstyliów „ITE” w Białymstoku. Z czego to wynikało? Z tego, że Białystok ma świetne tradycje włókiennicze. Począwszy od XIX wieku było to centrum, gdzie ta myśl związana z modą, może nie bezpośrednio, ale poprzez fabryki i produkcję tkanin funkcjonowała. Białystok był takim zapleczem, jeśli chodzi o produkcję, nie tylko tutaj w guberni białostockiej za czasów zaborów. Produkty te wędrowały nie tylko do Imperium Rosyjskiego, ale na daleki Wschód i na Zachód, tkaniny eksportowane były w różne miejsca. Natomiast po II wojnie światowej Białystok w tym ogólnym wizerunku miał być takim zapleczem produkcyjnym, stąd tu wybudowano fabryki włókiennicze już na tej bazie dziewiętnastowiecznej, ale z wielkim rozmachem. Były to między innymi Fasty, które zatrudniały ponad 5000 osób. Tkaniny były eksportowane zarówno do Związku  Radzieckiego, jak i do krajów Demoludów, czy krajów Zachodu. Bawełny z Fast były cenione za to, że były dobrej jakości mimo, że wtedy przemysł nie miał tak dobrego wzornictwa. Natomiast ta myśl designerska tak naprawdę w Białymstoku zaczęła funkcjonować od Boleszackiej, która stąd pochodzi. To jest bardzo ciekawa postać, nie tyle historyczna, co jako przedstawicielka świata sztuki. Boleszacka zajmowała grafiką, malarstwem, ale także projektowaniem. Po wojnie pracowała w największych domach mody, które funkcjonowały w Polsce, czyli Telimenna, Moda Polska, Kora. Ta myśl zaczęła już zarysowywać się bardzo wyraźnie. Białystok w latach 50., 60. Był takim miastem trochę na pograniczu miejskości-wiejskości, gdzie pojawił się duży napływ z okolicznych rejonów wsi. Białystok dopiero zaczynał takiego nabierać takiego sznytu miasta. De facto w latach 90. Po raz w Białymstoku pojawili się pierwsi projektanci mody. To była m.in. Edyta Wojtas. Wtedy i ja zacząłem swoją działalność, jak i Ewa Rutkowska, z tego co pamiętam. Ta myśl o modzie zaczęła pączkować.

Obecnie w Białymstoku funkcjonuje 10 pracowni projektantów mody, którzy zawodowo się tym zajmują. Ta praca m.in. stowarzyszenia i moja osobista, żeby Białystok zaczął funkcjonować na mapie modowej Polski i nie tylko, zaczyna przynosić profity, bo widzimy, że projektanci pokazują swoje kolekcje w Gdańsku, Warszawie, Krakowie, Poznaniu, wyjeżdżają za granicę, są prezentowane kolekcje na Tygodniach mody we Lwowie, Kijowie, w Paryżu, w Odessie.

Czy mamy jakieś nazwiska rozpoznawalne, nasze białostockie marki?

Tak, jest kilka takich rozpoznawalnych nazwisk. To jest Barbara Piekut „MO.YA Fashion”, Bartosz Malewicz „Malewicz Fashion”, Aneta Popławska, która ostatnio prezentowała swoją kolekcję na Sopot Fashion Day, Agnieszka Oleńska, która ma swoją bardzo fajną linię, taką współczesną, jeansową. To m.in. te nazwiska, funkcjonują tak w świecie mody na poważnie. Oprócz projektantów to również cały entourage domu mody: modelki, wizażyści, fotograficy/fotografowie, którzy funkcjonują w tym świecie mody. Oni też zaczynają odnosić sukcesy, od początków w latach 90. Taką sztandarową postacią związaną z Białymstokiem była Agnieszka Maciąg, która w tamtym czasie była najbardziej rozpoznawalną modelką w Polsce. Kilka z nich pracuje w międzynarodowych agencjach, uczestniczą w największych pokazach mody, na fashion weekach w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu. Cieszy nas ten fakt, że przyjeżdżają na wydarzenia modowe, które odbywają się tu w Białymstoku. Od 4-5 lat organizowaliśmy takie wydarzenie pod nazwą Fashionable East – Fashon Week Białystok i zadaniem tego wydarzenia była promocja białostoczan, projektantów mody, modelek, wizażystów, fryzjerów i możliwość zaistnienia w gronie ogólnopolskim i międzynarodowym. Stąd uczestnictwo gwiazd modowych w tych wydarzeniach Mariusza Przybylskiego, Macieja Zienia, Michała Starosta, czy Nataszy Pawluczenko. Są to nazwiska już bardzo rozpoznawalne, ale poza tym współpracujemy też z uczelniami, które kształcą młodych projektantów takich placówek jak ASP w Łodzi, Wyższa Szkoła Kostiumologii i Projektowania Ubiorów w Warszawie, w Krakowie jest szkoła projektowania itd. Te nasze kontakty nie tylko odnoszą się do tych już uznanych projektantów, ale do uczelni które kształcą.

Czy to się przekłada na wygląd białostockiej ulicy?

Absolutnie tak. Po pierwsze w Białymstoku funkcjonuje obecnie kilkunastu blogerów modowych, a wcześniej  – jeszcze chociażby 5 lat temu – w ogóle nie słyszeliśmy o blogerach modowych z naszego miasta, czy regionu. Teraz okazuje się, że tacy blogerzy są i też tworzą opiniotwórczą markę Białegostoku. Jeśli chodzi o miejsce tworzenia, myślę że białostoczanie poprzez to promowanie mody, zaczęli odważniej się ubierać, szukać też własnego stylu. Każdy stara się jakby odnaleźć w modzie własną osobowość. To mnie bardzo cieszy. Oczywiście może nie wygląda to tak jak w Nowym Jorku, Paryżu, czy też w innych wielkich aglomeracjach, ale Białystok ma swój zmysł modowy i ja to widzę. Wracając z wydarzeń modowych i porównując mieszkańców danego miasta np. Odessy, Lwowa czy Belgradu, mogę powiedzieć, że wcale nie jest źle. Naprawdę widzę, że białostoczanie coraz częściej przywiązują wagę do wyglądu, swojego wizerunku. Porównując jak to wyglądało to 30 lat temu, a jak jest teraz, widać ogromny dystans, powiedziałbym mierzony w latach świetlnych.

Byłeś współautorem książki o Modnym Białymstoku, tym Białymstoku przedwojennym. Czy można mówić o tym, że białostoczanie mają swój styl? I czy są w ogóle jakieś akcenty stylu białostockiego w modzie?

Może nie możemy powiedzieć, że mamy jakiś taki główny nurt w ubiorze, ale niemniej jednak w doborze strojów występuje taka nieco wschodnia nuta, powiązana z położeniem geograficznym i koneksjami tutejszych mieszkańców. Sporo tutaj osób pochodzi przecież ze Wschodu,  podobnie wiele osób z Kresów znalazło się tutaj po II wojnie światowej. I ja widziałbym taką inspirowaną elegancję na co dzień.

W miastach takich bardzo współczesnych, typu miast zachodnich, czy nawet Warszawy, ten ubiór już zatraca swój charakter, jakby swoją funkcję. Tam przywiązuje się uwagę tylko do ubioru takiego biznesowego, który ma spełniać rolę uniformu w pracy. Tutaj w Białymstoku widzę tę pośrednią modę, np. widzę jak widzę białostoczanki czy białostoczan w garniturach rano, to później po południu zmieniają ten ubiór. Dostrzegam, że to nie jest tak, że jak idziemy do pracy to już trzymamy się tego garnituru. Nie wiem jak to robią, ale potrafią zdążyć i zmienić swój strój na bardziel casualowy.

Bardzo cieszy mnie fakt, że też sporo pań w Białymstoku nosi sukienki, co w innych miastach bywa już rzadkością z racji pracy i wygody. Raczej na ulicach pojawiają się uniformy w sensie żakiet, spodnie, ewentualnie spódnica… Myślę, że ludzie w ogóle cieszą się swoim wyglądem i ubiorem.

Myślę, że wynika to w dużej mierze z tego, że jest obecnie więcej miejsc, w których ubrania można kupić, w tym znaleźć coś naprawdę oryginalnego nie wyjeżdżając nawet z Białegostoku.

Przede wszystkim działają tu też pracownie, w których znajdują się ubrania kreowane przez projektantów, co wpływa na ich indywidualny charakter. Ale chciałbym jeszcze jedną rzecz zaznaczyć. Bardzo skupiliśmy się na modzie wschodniej. Ta moda ze Wschodu, oficjalnie z Krajów Partnerstwa Wschodniego, ma moim zdaniem nieodkryty potencjał wynikający z takiego wschodniego ducha. Na czym to polega? Projektanci wschodni skupiają się przede wszystkim na tworzeniu i kreacji, a nie na wersji „do sprzedania”. Ten konsumpcjonizm jeszcze nie przeważył szali nad artyzmem, co w kolekcjach zachodnich już nastąpiło. Moda staje się użytkowa, służy temu, by kreować produkty, które się sprzedadzą, a to wygeneruje zyski, a ten duch, ta fantazja artystyczna zostaje u nielicznych. Tych, których na to stać. Wschodni projektanci mają jeszcze ten entuzjazm w stosunku do tworzenia mody. Ja w kontekście spotkania polskich projektantów ze Wschodu chcę ten entuzjazm pokazać, że nie zawsze powinniśmy koncentrować się na tym, żeby kolekcja „się sprzedała”. Oczywiście nie jest to nic złego w kontekście rozwoju swojej marki, projektant powinien żyć z tego, niemniej jednak powinni też doceniać wartość artystyczną. Zaczynając swoją działalność w świecie mody należy się wyszaleć artystycznie, pokazać, że mamy coś do powiedzenia w tej kwestii. Widzę projektanta, który zaczyna i od razu projektuje T-shirty czy dresy, które się sprzedają dość dobrze, no to trochę mi go szkoda. Talent, który pewnie drzemie w tym projektancie, zostanie przygaszony prozą życia.

A które kraje, z tych jak powiedziałeś, krajów Partnerstwa Wschodniego, najbardziej przykuwają twoją uwagę?

Bardzo mi się podoba moda ukraińska, bo ma w sobie ten nurt nawiązujący do swojej tradycji ludowej, bo de facto skupiają się na tym. Do tego wzornictwa ludowego przekładanego na współczesność bardzo podoba mi sie moda  Gruzji, ktróra może nie wykorzystuje tak koloru jak projektanci ukraińscy, ale poprzez fakturę, formę naprawdę tworzą rzeczy wyjątkowe. Tam projektant wykonuje rzeczy od butów po sukienki, garnitury, płaszcze. Właściwie jest bardzo samodzielny I to mi się szalenie podoba. Gruzini uwielbiają kolor czarny, wszystkie kolekcje się w kolorze czerni, szarości. Konstrukcyjnie wygląda to super.

A co zobaczymy podczas Wschodu Kultury?

Podczas Wschodu Kultury zobaczymy inny wymiar mody. Tutaj zobaczymy 3, właściwie 4 różne szkoły, m.in. szkołę ukraińską z Odessy i ze Lwowa. Szkoła odeska charakteryzuje się współczesnym profilem, bliskim modzie zachodniej, jednak posiadającą tego wcześniej wspomnianego wschodniego ducha, który manifestuje się w postaci ręcznie malowanych tkanin, czy strojów tkanych, w łączeniu chociażby ze skórą. Szkoła lwowska posiada motywy kultury ukraińskiej, ale też bardzo kosztowne dodatki, jedwab. Te prace są związane z nurtem haute couture, są bardziej dedykowane na bale, premiery, większe wyjścia. To taka moda, powiedziałbym, bardzo okazjonalna, wysublimowana. Moda białostocka reprezentowana będzie przez Barbarę Piekut I tutaj zobaczymy pełnowymiarową kolekcję przeznaczoną na większe wyjścia. Myślę, że różnica w haute cotuture będzie zasadnicza w kolekcji lwowskiej i białostockiej, bo widać inne szkoły w kontekście koloru, konstrukcji, tworzenia… Ta białostocka będzie bogata, ale zachowująca elegancję, pewne poczucie smaku.

Czy będą akcenty mody męskiej?

Tak, w szkole odeskiej. Natomiast czwarta kolekcja będzie wydarzeniem performatywnym. Będzie połączeniem mediów z ogólnym wizerunkiem, który ma skłonić do refleksji nad tym, czym naprawdę jest moda. Czy moda to sztuka, czy może forma użytkowa.

A czy Białystok może być bramą na Wschód? Dlatego, że my używamy takiego określenia ogólnego. Bramą na wschód w tematyce designu?

Absolutnie. Zadaniem i stowarzyszenia, i moim było to, żeby Białystok był takim miejscem do prezentowania wschodomody Zachodu. Wymiana myśli między wschodem a zachodem, jeśli chodzi o twórczość designerską, ale poza tym Białystok jest też doskonałym miejscem do nawiązywania kontaktów między projektantami, jak i do tworzenia kolekcji, w odróżnieniu od np. Warszawy. Odchodzi się teraz od takich dużych ośrodków, które są takimi kosmopolitycznymi środkami, z racji zacierania się indywidualnych różnic, a projektanci wpadają w takim tygiel unifromizacji. Natomiast Białystok daje im taką szansę do zachowania oraz pokazania swojej indywidualności. Inne miasta również próbują organizować takie wydarzenia. Są to m.in. Sopot, Kraków, Kielce, czy Radom, no ale nam akurat się udało jako jedynemu miastu w Polsce zaproponować wydarzenie międzynarodowe dla projektantów zarówno z zachodu jak i ze wschodu.

Czyli możemy powiedzieć, że projektanci mody wiedzą, że na mapie Europy jest Modny Białystok?

Absolutnie tak, ponieważ będąc nawet w Odessie, znawcy mody i dziennikarze we Lwowie mówili, że słyszeli o wydarzeniu w Białymstoku i pytali mnie, czy w Polsce organizowane są jeszcze jakieś inne eventy tego typu (śmiech). Tak, oczywiście że są, ale chyba  wizyty projektantów i organizatorów, z którymi współpracujemy wydarzeń modowych i na Ukrainie, i na Białorusi, czy w Gruzji, spowodowało, że Białystok zaczął funkcjonować w takiej pozytywnej opinii o wydarzeniach modowych, jako miejsce gdzie się dzieją dobre rzeczy.

Czyli nie dość, że się u nas dobrze mieszka, to jeszcze nieźle można się ubrać lub przynajmniej otrzeć się o tych, którzy dobrze się ubierają.

Jako przykład można podać ostatnie Fashionable East, na którym byli wschodni oraz zachodni projektanci, jak i również przedstawiciele Europy Południowej, z Bałkanów. Okazało się, że oglądalność pokazu na facebooku przekroczyła 100 000 wyświetleń, przez co zaczęliśmy dostawać różne zapytania z Paryża, z Londynu, Australii, USA, także zasięg naszego wydarzenia nagle w jednym roku, w kontraście do poprzednich czterech lat działalności, ogromnie się poszerzył. Dzięki temu mamy nawet, co rzadko się zdarza, propozycję od organizatorów włączenia do sieci międzynarodowej. Oczywiście to wymaga nakładów finansowych, do których musimy się przygotować. Zobowiązuje nas to do wykonywania i zabezpieczenia  działań związanych z promocją na arenie międzynarodowej, do wypełnienia zobowiązań wobec projektantów, do spełnienia pewnych warunków w kontekście ilości pokazów, dni odbywających się fashion weeków itp., tak więc jest to ogromne przedsięwzięcie. Niemniej jednak z naszym małym budżetem znają nas w Kijowie, we Lwowie, w Odessie, w Belgradzie i był u nas nawet projektant z Malezji, tak więc możemy powiedzieć, że także w Malezji.

Czy mamy konkurencję na Wschodzie?

Obecnie nie. Były próby organizacji takiego wydarzenia w stolicy, niemniej jednak spełzły na niczym, dlatego też cieszę się, że na naszym gruncie mogło się to odbyć.

Będąc w Odessie spotkałem główną organizatorkę ukraińskiego fashion weeku, która jest postacią znaną i szanowaną nie tylko na Ukrainie, ale również w Europie, no i od razu kiedy tylko dowiedziała się, że jesteśmy organizatorami z Białegostoku, podeszła do nas i wyraziła chęć przyjechania do nas I zobaczenia jak to wygląda na naszym gruncie. Zaraz za nią pojawiły się media. Zaczęto przeprowadzać wywiady dla telewizji, pytać o więcej.

Z Wojciechem Bokłago de Bof rozmawiała Anna Kietlińska