„Dyrektor bez nauczyciela jest nic nie warty” – o współczesnym stanie polskiej oświaty na Łotwie

Wywiad z Haliną Smulko – dyrektorką Państwowego Gimnazjum Polskiego im. Józefa Piłsudskiego w Daugavpils, członkini zarządu Związku Polaków na Łotwie „Promień” przeprowadzony w ramach konferencji „Stan polskiej oświaty na Wschodzie”.

Pani dyrektor, chciałabym spytać o wrażenia z konferencji „Stan oświaty polskiej na Wschodzie”, na której była pani jedną z prelegentek. Jakie pierwsze przemyślenia się pojawiły? Bo właściwie rzecz ujmując, wygląda na to, że obecnie szkoła łotewska najlepiej prezentuje się na tle innych szkół wschodnich w kontekście nauczania polonijnego?

No powiem szczerze, że słuchając o obecnym stanie oświaty w krajach, z których pochodzą pozostali prelegenci, ciarki mi przechodziły po plecach, dlatego że kiedyś też, tak jak mówiłam na konferencji, sama byłam w tej sytuacji, kiedy nie można było uczyć się po polsku. Jeśli w domu rozmawiało się po polsku, to w szkole zapraszano na apelu do wystąpienia do przodu i wytykano palcami. Mówiono: „ty to chodzisz do kościoła”, „ty jesteś (w języku rosyjskim jest taki wyraz) „odstaly”, bo rozmawiasz w języku polskim”.

Czy jesteśmy w dobrej sytuacji? Trudno powiedzieć, bo ciągle czuwamy nad tą sytuacją. Nie tylko my – szkoły, ale też mówiąc o ambasadzie, mówimy – Rząd Polski, dlatego że ambasada jest taką placówką, która czuwa i która trzyma dobry kontakt. Oczywiście ochrona polskości, języka, tradycji oraz swobodny dostęp do korzystania z polskiej oświaty jest to ogromna praca: nauczyciela, dzieci, rodziców. Natomiast skoro jest możliwość, by w zgodzie coś budować, integrować się, dać młodzieży szansę, połączyć tradycję z nowoczesnością, to musimy szukać opcji, by to umożliwić.

Co w takim razie zainspirowało Panią do zajmowania się nauczaniem języka polskiego w tych paradoksalnie trudnych dla niego czasach?

Byłam pierwszym studentem polonistyki na pierwszym roku otwartym na Uniwersytecie w Daugavpils. Z tego miejsca należy podziękować wszystkim tym, którzy odpowiedzialni byli za początki tego przedsięwzięcia. Tym, którzy nie lękali się podjąć decyzji o otwarciu kierunku, nie lękali się o to, skąd weźmiemy tych nauczycieli i tego jak to w ogóle będzie funkcjonować. Godna pochwały jest odwaga tych wszystkich osób, które tak naprawdę skoczyły na głęboką wodę, nie mając pewności, czy wszystko się uda.

Moje drogi skrzyżowały się ze studiami polonistycznymi w dużej mierze przez słowa mojej matki. Początkowo planowałam studia historyczne. Nawet w tym kierunku przez rok chodziłam na przygotowawczy kurs z historii i zdawałam egzamin eksternistycznie. W tamtym momencie było 4 kandydatów na jedno miejsce. Wtedy mama powiedziała: „Dziecko, złóż swoje dokumenty na język polski”. Swojej decyzji nie pożałowałam nigdy i mam nadzieję, że nie będę żałować nigdy, ponieważ jestem szczęśliwa, że nie tylko moje dzieci mówią po polsku. Mówiąc o moich dzieciach nie mam na myśli tylko swojego syna i córki, ale również dzieci w mojej szkole, które mają szansę uczyć się po polsku.

Jaki jest w takim razie przepis na dobrą szkołę polonijną? Bo pani placówka działa prężnie, uczestniczycie jako szkoła w wielu projektach. W trakcie konferencji padło też takie stwierdzenie, że nauczyciel powinien być „animatorem kultury”…

Animatorem kultury, ale także animatorem serca, który widzi potrzeby ucznia i nie nazywa go leniwym, tylko motywuje, pokazuje sens, wychodzi mu naprzeciw. Myśląc o szkole nie można również zapominać o potrzebach nauczyciela. Bardzo chcemy wspierać całe grono pedagogiczne, zarówno naszych pracowników, jak i nauczycieli, którzy przyjeżdżają do nas z Polski, z projektów, żeby również mogli poczuć, że ich praca jest doceniania. Staramy się zawsze pamiętać o podziękowaniach, dlatego organizujemy czasem wyjazdy do Polski, nie tylko takie szkoleniowe, ale również takie, które pomogą nauczycielom podnieść głowę i zauważyć, co się zmienia dookoła. Jadąc na wycieczkę szkolną często myśli takiego nauczyciela koncentrują się wokół tego, czy w grupie są wszyscy uczniowie, czy nikt się nie zgubił, podąża się w stresie za każdym punktem programu i często nie jest się w stanie zatrzymać się na chwilę, rozejrzeć dookoła i pomyśleć sobie, że przecież: „Boże, świat jest piękny! Warto robić, warto żyć! Mam pomysł, idę dalej”. No i oczywiście jest jeszcze sprawa rodziców. Warto jest jako nauczyciel wysłuchiwać opinii rodziców uczniów, podsuwać własne pomysły oraz wspólnie myśleć nad tym, co można jeszcze zaoferować uczniom, co można zmodyfikować. No i co na ten temat myślą sami uczniowie, i jak zapatruje się na to Kuratorium Oświaty.

Czyli żeby mieć dobrą szkołę należy przede wszystkim mieć dobrego dyrektora, który wszystkim zarządza?

Powiem tak, dyrektor bez nauczyciela jest nic nie warty. Ważne jest to, żeby nauczyciele mieli odwagę przyjść i powiedzieć „ja chcę, słuchaj, mam taki a taki pomysł, chcę działać w taki sposób”. To jest niesamowite szczęście dla dyrektora, mieć tak zmobilizowaną, aktywną i kreatywną kadrę, która jest w stanie poprowadzić uczniów.

Czyli przyszłość polskich szkół w dużej mierze zależy również od projektów ministerialnych, prawda?

To prawda. Mamy też więc nadzieję, że projekt „Rodzina polonijna” zagości również i u nas na Łotwie, dlatego że do tej pory mieliśmy dużo działań, ale nie mieliśmy tego pierwiastka rodziny. Wymiana uczniowska to niesamowita możliwość na doświadczenie tej polskości.

Na konferencji wspomniano, że „obecni rodzice to tzw. pokolenie sowieckie”, moje pokolenie, nie mówiące po polsku dlatego, że się boi, bo się wstydzi. Te osoby mają zasób słownictwa, ale brak im odwagi do tego, by mówić. Jeden z uczniów biorący udział w wymianie uczniowskiej powiedział mi, że w jej ramach „proszę pani, ja musiałem sobie wszystko po polsku przypomnieć!”. Myślę, że projekty realizowane w Polsce, w których uczestniczą uczniowie, to niesamowicie naturalne, ciepłe i wiążące doświadczenie, łączące rodziny między państwami.

 

Z Haliną Smulko Rozmawiała Karolina Szymborska