Jacek Wan w opowieści o Piłsudskim

Dzisiaj mija dokładnie 100 rocznica śmierci Piłsudskiego. Józefa? Nie, Bronisława – często pomijanego w naszej historycznej narracji narodowościowej brata Marszałka. Kim był Bronisław Piłsudski i dlaczego wielu z nas dziwi się na wieść o tym, że istnieje przecież jeszcze jeden słynny Piłsudski?

Bronisław Piłsudski, to nie jedyny brat Marszałka, ale ze względu na swoje wykształcenie, wpływ na historię i ślad, jaki zostawiła jego działalność etnograficzna, jest bratem najbardziej znanym (chociaż niemniej jednak w polskiej świadomości nie tak znanym, jak Marszałek). To właśnie Józef i Bronisław spośród swojego licznego rodzeństwa pojawiają się w historycznej narracji rozlicznych państw. Ze względu pochodzenie oczywistym jest, że Bronisław pojawia się w polskich zapisach. Jak jednak urodzony w Zułowie na Litwie Bronisław trafił aż na Sachalin i w jaki sposób jego życiorys splótł się z Japonią?

Bronisław Piłsudski za współuczestnictwo w zabójstwie Aleksandra III (w którym udział brał również brat Lenina) skazany został na karę śmierci, z której ostatecznie wykupił go jego ojciec. W zamian za oszczędzenie życia, Bronisław został jednak zesłany na 15 lat na Sachalin, wyspę na Oceanie Spokojnym u wybrzeży Rosji, gdzie rozpoczął swoją etnograficzną przygodę z badaniem kultury Ajnów. Mając zaledwie 19 lat młody Bronisław rozpoczął obszerną dokumentację kultury ludu Ajnu, dzięki której wiedza o tych protoplastach narodu japońskiego przetrwała.

(Fot. Żaneta Kisiel)

Postacią o równie barwnym życiorysie jest Jacek Wan – reżyser filmu „Orzeł i orchidea”. Filmu będącym reportażem dotyczącym postaci Bronisława Piłsudskiego. Poza dorobkiem naukowym, pozostawił on również na ziemiach Azji swoich potomków. Będąc bowiem na Sachalinie w obrządku ajnuskim pojął za żonę Shinhinchou – krewną wodza Bafunke Kimury – która urodziła mu syna Sukezō i córkę Kyō. Jacek Wan, Polak chińskiego pochodzenia, człowiek wielu talentów i zainteresowań, poprzez wieloletnią pracę dziennikarską oraz etnograficzną stworzył niesamowicie ciekawą narrację o Piłsudskim w swoim reportażu, w którym narratorem właśnie jest wnuk Bronisława – Kazuyoshi Kimura.

Jacek Wan był gościem wczorajszego spotkania Wschodniej Akademii Filmowej w Białymstoku, organizowanej przez Muzeum Pamięci Sybiru, w ramach której wyświetlony został „Orzeł i orchidea”. Tytułowy orzeł symbolizuje polską spuściznę, chryzantema zaś jest symbolem cesarskim w Japonii. Nieco więcej o pracy nad materiałem opowiedział Annie Alimowskiej, konsultantce RODMu Białystok w niniejszym wywiadzie.

Z Pana życiorysu możemy wyczytać, że jest Pan prawdziwym Człowiekiem Renesansu: podróżnikiem, dziennikarzem, przedsiębiorcą, etnografem, geografem, ekonomistą, japonistą, kucharzem przeprowadzającym warsztaty kulinarne i jak dzisiaj mogliśmy się także przekonać również scenarzystą i reżyserem. Skąd wynika takie szerokie spektrum zainteresowań?

(śmiech) Może dlatego, że moje przygotowanie zawodowe było dość szerokie. A to dlatego, że skończyłem i politechnikę, i japonistykę, i geografię, i właściwie z ekonomii zrobiłem doktorat. Tak więc dzięki temu znam narzędzia tożsame dla każdej z tych dziedzin, zarówno naukowe jak i nienaukowe.

Myślę, że jest to znamienne zwłaszcza przy wykonywaniu zawodu dziennikarza.

Tak, zdecydowanie. Dziennikarz, zwłaszcza reportażysta, musi posiadać wiedzę z różnych dziedzin. I z ekonomii, i z polityki… To wszystko dotyczy dziejącej się naokoło nas rzeczywistości, którą przecież taki dziennikarz chce przedstawić. Ponadto trzeba być człowiekiem zaradnym w przypadku, gdy na przykład podczas realizacji materiału okaże się, że nie ma możliwości transportu w wyznaczone miejsce, czy też gdy spotyka go inna przeciwność losu. Niewątpliwie poza przygotowaniem merytorycznym trzeba też wykazać się również wieloma zdolnościami, stąd też wiele zainteresowań jedynie owocuje w tym zawodzie.

A jeśli chodzi o bycie etnografem? Kiedy zrodziła się w Panu taka chęć badania innych kultur? Nastąpiło to w pewnym momencie życia, czy może towarzyszyło Panu od zawsze?

Zawsze to było we mnie i odkąd pamiętam to mnie interesowało. Zawsze jadąc do jakiegoś kraju staram się jak najlepiej „wejść w buty” tamtejszego człowieka, żeby zrozumieć „dlaczego”. Podczas moich licznych podróży jako reportażysta uznawałem to za niezwykle istotne. Tego nauczyli mnie Japończycy, że nie jedziemy z określoną tezą, tylko jedziemy najpierw popatrzeć, obejrzeć. I dopiero na podstawie tego co widzimy, budujemy tezę. Niestety współczesne dziennikarstwo zazwyczaj wygląda zupełnie odwrotnie. Najpierw stawiamy tezę, a później dopasowujemy do niej fakty. Zdarza mi się to często przy współpracy z młodymi operatorami, którzy mówią: Słuchaj, to postawimy tutaj babcię i ona powie co będziesz chciał. Nie, to nie o to tu chodzi. Trzeba zobaczyć jak jest naprawdę i dopiero wtedy wyrobić sobie o tym opinię.

Jeśli chodzi o ten aspekt tożsamości… W przypadku łączenia kultur, które Pan reprezentuje, a które ogólnie określiłabym kulturą euroazjatycką, dlatego że jest to zarówno Polska, Chiny, jak i Japonia, czy posiadamy kulturowo jakieś punkty wspólne?

To bardzo ciekawe, że często mówi się o tym, że Polacy i Japończycy mają dużo wspólnego. Z Chińczykami łączy nas niewiele, dlatego że Chińczycy mają już więcej wspólnego z Amerykanami, czy Rosjanami. To wielki kraj myślący innymi kategoriami. Oni nie myślą o tym, co stanie się za rok, czy za dwa, tylko o tym, co stanie się za lat 50, za 100. Mają odniesienie do swojej historii. Rosja być może tego nie ma, ale niewątpliwie posiada wielki kraj. Chińczycy przez ponad 5 tys. lat historii przeżyli tyle, że im nic już nie jest straszne. Przetrwali wtedy i jak widać jako cywilizacja świetnie sobie radzą.

Japończycy z kolei są takim trochę chimerycznym narodem, bardzo podobnym do Polaków. Mnie kiedyś taki socjolog japoński zapytał: Jak to jest? Skąd się to bierze, że wszyscy mówią, że jesteśmy podobni? Japończycy kochają Chopina, nie oni jedyni, ale zdecydowanie oni szczególnie. Skąd te podobieństwo? Często w opisach pada słowo „romantyzm”. To nie ma nic wspólnego z romantyzmem. Mój znajomy powiedział, że to nie jest romantyzm, a sentymentalizm. Tylko Polacy i Japończycy podziwiają i czczą przegranych bohaterów. Przegrane powstania w polskiej historii? U Japończyków możemy zaobserwować to samo. 47 samurajów, którzy rozpruli sobie brzuch w akcie lojalności dla swojego Pana – to są bohaterowie historyczni. I tutaj myślę, trafił w sedno. Jesteśmy sentymentalni i to nas łączy.

Znamienną cechą Japończyków jest ich powściągliwość. Chciałabym więc spytać, jak pracowało się Panu z wnukiem Bronisława Piłsudskiego – Panem Kimurą przy realizacji dokumentu? Podczas spotkania wspominał Pan o tym, że przez pierwsze dwa tygodnie był on bardzo nieufny. Czy pozostał za tą fasadą do końca?

Tak, przez cały czas. Kazuyoshi Kimura to niesamowity i bardzo inteligentny człowiek, niemniej jednak na początku bardzo próbował się pokazać z jak najlepszej strony, przez co nieco podsycał tę rzeczywistość. Ale to, co zmieniło się po tych 2 tygodniach naszej wspólnej podróży to to, że przestał się bać. Zaczął mówić, o czym tak naprawdę myśli. Ale proszę nie zrozumieć mnie źle – nie było tak, że raptem zachciał mówić o chociażby o sprawach intymnych, nie daj Boże. To jednak rodowity Japończyk.

W związku z tą kulturową różnicą jaką jest mocna powściągliwość, jak Bronisławowi Piłsudskiemu udało się wniknąć w kulturę ludu Ajnu (uważaną za protoplastów Japończyków)? Jednak trafił na Sachalin w bardzo młodym wieku (miał zaledwie 19 lat). Był to teren odległy, bardzo odmienny od tego wszystkiego co znał. Zetknął się z odrębnym systemem filozoficznym, religijnym, rytuałami. Sam wyglądał zupełnie inaczej, a jednak Ajnowie przyjęli go do siebie, czego efektem jest bogaty materiał etnograficzny.

Bronisław Piłsudski miał ujmującą osobowość, co sprzyjało otwieraniu się innym na niego. Ogólnie jeśli chodzi o to, jak szybko udało mu się zdobyć zaufanie Ajnów i zacząć badania, odpowiedziałbym – bardzo szybko. Dlaczego? Pierwszą rzeczą, jaką zrobił będąc tam na zesłaniu, to zaczął uczyć polskie dzieci. Założył szkoły, do których zaczęli przychodzić Ajnowie i to właśnie wtedy zainteresował się tym ludem. Wtedy to też z pomocą Lwa Steinberga rozpoczął swoje badania.

Na wyspie Sachalin występowały także inne plemiona. Wiemy chociażby o badaniach Piłsudskiego nad językiem Gilaków, jednak to Ajnowie byli tym ludem, na których najmocniej skupił się w swoich badaniach. Czy wiemy dlaczego akurat oni?

Ajnowie byli najwięksi, najliczniejsi. To był w ogóle duży naród. Niwchowie, Orokowie, czy też pozostałe plemiona, to raczej ludy śladowe, dlatego też to język ajnuski był najważniejszy. To był wtedy taki angielski. Jeżeli ktoś chciał się porozumieć, to wtedy mówił po ajnusku. Nawet Niwchowie i Orokowie posługiwali się tym właśnie językiem.

Poza tym Ajnowie charakteryzowali się najbardziej rozwiniętą kulturą, mieli obyczajowość, rytuał itd. Można odnaleźć te ślady w archiwach. Niemniej jednak rzeczywiście inne plemiona zaczęły interesować etnografów dopiero później. Bronisław Piłsudski przetarł szlaki tym naukowym poszukiwaniom. Potem jego śladami poszli Anglicy, którzy zrealizowali filmy na temat tych ludów, dotyczących chociażby całego obrządku zabijania niedźwiedzi.

No tak, wśród tych plemion funkcjonował silny kult niedźwiedzia. Członkowie po zabiciu tego totemicznego zwierzęcia opłakiwali jego śmierć.

No właśnie. Płakali, płakali, a jednak sami go zabijali (uśmiech).

Niewątpliwie postać Bronisława Piłsudskiego jest warta utrwalenia w naszej pamięci historycznej. Z jednej strony niesamowicie inteligentny człowiek, przy tym postać wrażliwa, która wpisała się w pamięć Japończyków jako ten, dzięki któremu Ajnowie na kartach historii przetrwali. Ale także człowiek, który pozostawił po sobie niezwykłą spuściznę i pozytywny ślad polski na tych odległych ziemiach. Jednak możemy zauważyć pewną odrębną narrację na jego temat w pamięci Polaków, a w pamięci Japończyków. Świadczy o tym chociaż sam fakt, że na realizację „Orła i chryzantemy” 10% środków pochodziło z funduszu Państwa Polskiego, a pozostałe 90% od Japończyków. Ponadto gloryfikujemy Marszałka, często jednak zapominając o postaci jego również fascynującego brata. Skąd ta różnica w postrzeganiu tego Piłsudskiego?

Tak, zdecydowanie. Bronisław jest bohaterem narodowym w Japonii. On pozostawił po sobie bardzo dobrą opinię: Człowiek, który współczuł ginącym narodom. To jest obecnie politycznie bardzo korzystne dla Japończyków. Wiadomo, że Ajnowie byli przez nich dyskryminowani, dlatego teraz chcieliby to w jakiś sposób wynagrodzić, dlatego postać pierwszego badacza tej kultury jest idealna.  W przyszłym roku w Japonii otwarte ma zostać wielkie muzeum poświęcone pamięci Bronisława Piłsudskiego, z wyodrębnioną salą poświęconą Ajnom. Tak więc poza pozytywnym wydźwiękiem, jaki po sobie pozostawił, jest to w interesie Japończyków, żeby ten pozytywny wizerunek jednak podtrzymywać.

Sytuacja Ajnów analogicznie kojarzy mi się z sytuacją Indian na terenie Stanów Zjednoczonych…

Edison wymyślił właśnie fonograf, po to żeby ginące plemię Indian nagrać. Fonograf nie służył wtedy do rozrywki (śmiech). Tym samym narzędziem posługiwał się Piłsudski podczas gromadzenia materiału na temat kultury Ajnów. To właśnie za pomocą fonografu Edisona nagrał na 100 woskowych wałkach rozmowy i śpiewy ludności tubylczej Sachalinu i tym samym ocalił język Ajnów sprzed 100 lat. Także tak, istnieje tutaj pewna analogia. A co ciekawe, ze względu na to, że fonograf zakupiony został przez Piłsudskiego za pieniądze otrzymane ze strony rosyjskiej, do dziś w zapisach Rosjan w zakresie badań figuruje adnotacja „Bronisław Józefowicz Piłsudski – badacz rosyjski”. Co jest nieco ironiczne, bo przecież w końcu zesłany został na Sachalin za współuczestnictwo w zabójstwie Aleksandra III, czyli działania antyrosyjskie.

Niewątpliwie Bronisław Piłsudski jest postacią barwną, niejednorodną. Awanturnik, ale człowiek o wrażliwym sercu, ujmująca osobowość i osoba, która niesamowicie zasłużyła się zwłaszcza na płaszczyźnie badań etnograficznych kultur Dalekiego Wschodu, chociaż nie tylko. Badania prowadził w różnych zakątkach świata, niemniej jednak swoją dokumentacją dotyczącą Ajnów przetarł szlaki późniejszym badaczom i jak nikt przyczynił się do ocalenia tego ludu przed zapomnieniem.

Serdecznie dziękuję Panu na rozmowę.